Przejdź do treści
Strona główna » Od siarki w winie nikt nie zginie

Od siarki w winie nikt nie zginie

W dzisiejszych czasach ilość dodatków, do produktów spożywczych jest ogromna. Zaczynając od podstawowych produktów codziennej konsumpcji, kończąc na żywności z bardzo długim terminem przydatności do spożycia. Tych wszystkich substancji wspomagających nie da się uniknąć. Niestety wino od jakiegoś czasu też jest napiętnowane pod tym kątem. Od paru lat na butelkach z winem pojawił się napis „zawiera siarczyny”. Wywołało to burzę wśród konsumentów, którzy zaczęli szukać win bez takich oznaczeń. Okazało się to dość trudne. Zacznijmy może od początku.

Nie istnieją dokładne zapisy od kiedy siarka, a właściwie dwutlenek siarki dodawany jest do wina. Można znaleźć informacje, które mówią, że już w starożytnym Rzymie kadzie z winem były okadzane dymem płonącej siarki. Łatwo wnioskować, że przez wieki dwutlenek siarki w różny sposób był dodawany do wina. W listopada 2005 roku Unia Europejska wydała dyrektywę zmuszając winiarzy do umieszczania informacji na butelce o tym, że wino zawiera siarczyny, jeśli stężenie jest wyższe niż 10mg/l. Jest to związek uznany przez unijne prawodawstwo za alergen. Dlatego informacja ta jest bezwzględna jak w przypadku orzechów, gluteny i innych alergenów. Wniosek nasuwa się sam, cały czas piliśmy wino z dodatkiem siarczynów i raczej nikt się tym nie przejmował. Burza zaczęła się w tedy gdy ta informacja stała się szeroko dostępna.

Skoncentrujmy się teraz na tym po co, dla czego i czy powinniśmy się bać? Siarczyny dodawane są do wina z dwóch prostych powodów. Stabilizacja mikrobiologiczna w procesie produkcji, oraz utrwalenie gotowego wyrobu i zabezpieczenie go przed wpływem negatywnych czynników.

W samym procesie produkcji zabija się niepożądane drożdże i bakterie w celu przeprowadzenie fermentacji kontrolowanej. Istnieje możliwość prowadzenia fermentacji  samoistnej, W takim przypadku nasz związek chemiczny będzie pomocny w jakim kolwiek jej kontrolowaniu.

Dwutlenek siarki w butelce daje nam szereg korzyści. Wino będzie miało stabilny kolor, smak taki jak przy rozlewaniu, oraz nie będzie się utleniać. W winie czerwonym pomocne są tani i garbniki, natomiast wino białe jest bardziej podatne na wszystkie negatywne procesy. Jak widać istnieje mnóstwo pozytywów, ale co dalej. Miło, że producent dba o jakość swojego produktu, dostarczając nam do stołu za każdym razem tak samo smaczne wino ale jaki jest wpływ na nasz organizm.

Otóż znikomy, dzienny limit to 0,7mg/l na kilogram wagi ciała. Oznacza to, że dorosły mężczyzna o wadze 70kg może przyjąć we wszystkich produktach spożywczych prawie 50mg/l dziennie. Jest to zdecydowanie więcej niż zawiera przeciętna butelka wina. Warto podkreślić, że siarczyny po otworzeniu wina i przelaniu go do kieliszka samoistnie będą się utleniać, a ich stężenie będzie się zmniejszać. Dlatego sugeruję używanie szkła, picie bezpośrednio z butelki nie jest rekomendowane.

Podsumowując siarczyny są dodawane do większości win, nawet tych najlepszych. Ich stężenie jest kontrolowane, a niski poziom nie daje nam powodów do obaw. Niestety ludzkość nie wymyślała jeszcze lepszego i tańszego sposobu na „zabezpieczenie” wina. Jednocześnie warto pamiętać, że odpowiedni sposób konsumpcji będzie zwiększał nasze bezpieczeństwo. Dalego drodzy państwo nie martwmy się nakleją na butelce wybierając wino w sklepie, czy zamawiając wino w restauracji. Cieszmy się jego smakiem i towarzystwem, w którym je pijemy.

Tagi: